Mordercy lubią poniedziałki: Richard „The Iceman” Kuklinski – „Lepiej dawać, niż brać…”
Mały polski akcent w panteonie najsłynniejszych morderców naszych czasów. No może nie taki znowu mały. W końcu Rysiek miał prawie dwa metry wzrostu i ważył niemal sto czterdzieści kilo… W jego żyłach oprócz polskiej krwi, płynęła także gorąca krew irlandzka. Podobno wszystkie Ryśki to fajne chłopaki. Iceman jest najwyraźniej wyjątkiem od tej reguły. W latach 1948-1986 zamordował bowiem, bagatela – 250 osób. Jak do tego doszło? Posłuchajcie…
Iceman dostawał w domu baty od ojca pijaka i matki wariatki. Miał dwóch braci – młodszy został pobity na śmierć przez tatusia (rodzina skłamała na policji, że Florek, bo tak się nazywał – spadł ze schodów!). Starszy brat po latach okazał się słynnym pedofilem i skończył w pace. Mając to wszystko na uwadze, można uznać, że los obszedł się z Ryśkiem delikatnie. Gorzej z zamordowanymi przez niego ludźmi.
Pierwszą ofiarą późniejszego Icemana, został jego szkolny prześladowca – Charley Lane, szef gangu „The Project Boys”, który miał zwyczaj wyżywać się na młodym Kuklinskim. W 1948 roku przyszedł czas odwetu. Nerwy puściły Richardowi i zamiast dać się poniżać, zaatakował Charley’a kijem, którym zresztą zatłukł go na śmierć. Aby pozbyć się ciała, wybił martwemu prześladowcy zęby, obciął mu siekierą palce i wyrzucił jego zwłoki do rzeki… Później zabrał się za resztę gangu, a miał wtedy zaledwie trzynaście lat! Zapytany przez dziennikarza HBO o to, co sobie myślał, mordując Charleya, odparł jedynie, że „Dawać jest lepiej, niż brać…”
Pierwsze morderstwo okazało się sukcesem i Rysiek zrozumiał, że ma do czegoś smykałkę. Postanowił podszkolić się w nowym zawodzie i rozpoczął wyprawy do wschodniego Manhattanu, gdzie mordował zupełnie przypadkowe osoby – przechodniów, transseksualistów, żebraków itd. Za każdym razem starał się gruntownie przemyśleć sprawę, tak, aby na jego trop nie wpadła policja.
Z czasem Richard wyrósł na prawdziwego bandziora i pracę zaproponowała mu mafia, a konkretnie Roy DeMeo związany z rodziną Gambino. Rozmowa kwalifikacyjna wyglądała następująco… Nocą panowie siedzieli w samochodzie i obserwowali chodnik. W pewnej chwili minął ich nieznany mężczyzna, który był na spacerze z psem. Roy rozkazał Ryśkowi zabić faceta. Richard wysiadł z wozu, dogonił spacerowicza i strzelił mu w tył głowy. Dostał pracę.
Szybko awansował, dorabiając się sporego majątku. Założył rodzinę, o którą zawsze dbał i której poświęcał sporo czasu. Mieszkał w spokojnej dzielnicy, a sąsiedzi mieli go za biznesmana. On tymczasem doskonalił swoje umiejętności, mordując ludzi na zlecenie mafii.
Nieustannie wymyślał nowe sposoby zabijania. Przez pewien czas fascynował go trudny do wykrycia przez policję cyjanek. Richard wstrzykiwał go ofiarom, rozpylał sprejem na jedzeniu, smarował nim ich garderobę albo ciała. Aby zmylić organy władzy wkładał trupy zamordowanych do chłodni, dzięki czemu trudno było ustalić czas ich zgonu (to stąd wzięła się także jego ksywka – Iceman). Richard lubił także wywozić swe ofiary do jaskini pod miastem i zostawiać je tam na pożarcie żywcem przez szczury. Ciał pozbywał się na wiele sposobów – palił je, wrzucał do rozpadlin w górach, miażdżył w bagażnikach samochodów na złomie albo też – sadzał trupy na ławkach w parkach, daleko od miejsca z brodni.
Złapano go dzięki zeznaniom policjanta-wtyki, który zlecił mu morderstwo i nagrał ich samochodowe rozmowy. Skazano go na sto czterdzieści lat więzienia. Pod koniec odsiadki Richard zaczął nawet zeznawać przeciw mafii. Zmarł nagle, mając siedemdziesiąt lat. Jego żona twierdziła, że został otruty, ale badania niczego nie dowiodły.
Kuklinski słynął z tego, że nigdy nie pracował w „Święta”, uważał bowiem, że ten magiczny czas należy spędzić z rodziną. Nigdy też nie uderzył żony, ani żadnego ze swoich dzieci (zdjęcie wesołej rodzinki – powyżej).
To zabawne… – mawiał o mordowanych przez siebie ludziach. – Zanim ich zabiłem, wiele z moich ofiar mówiło do mnie „Boże”. Tak właśnie powtarzali: Oh Boże, Nie! Oh Boże, nie!
Życiorys Kuklinskiego skusił wielu twórców. Napisano mu biografię, a na podstawie jego życia powstało kilka książek. Hollywood pracuje także nad dwoma kinowymi filmami opowiadającymi jego „przygody”. W jednym z nich, główną rolę ma zagra Mickey Rourke…
O Icemanie śpiewano także piosenki. Oto jedna z nich:





brak komentarzy - możesz być pierwszy