Mordercy lubią poniedziałki: MORDERCZY MIKOŁAJ – Ho Ho Ho… BRUCE PARDO
Powstało sporo horrorów, które w ten, czy inny sposób wykorzystują klimat Bożego Narodzenia. Sam także chętnie sięgam po świąteczne motywy, pisząc opowiadania grozy (np. „Wesołych Drzew” w zbiorze „Demony”, czy „Opowieść wigilijna” w zbiorze „Mordercy”). Jest bowiem coś mrocznego w tradycji wstawiania do domu ściętych, umierających drzew i zapraszania do stołu nieznajomych, którzy w czasie śnieżycy pukają do naszych drzwi. Znamy historie na temat koszmarnych pomocników Świętego Mikołaja i legendy, które tłumaczą, dlaczego zwierzęta odzywają się do nas ludzkim głosem tylko raz do roku… Jak się jednak okazuje – najbardziej przerażającą historię bożonarodzeniową jak zwykle musiało napisało za nas życie. Posłuchajcie…
Nasza opowieść zaczyna się tuż przed północą w Wigilię 2008 roku. Pod typową amerykańską willę otoczoną pozbawionym płotu ogrodem, podjeżdża stary Doge. Z samochodu wysiada potężnie zbudowany mężczyzna w stroju Świętego Mikołaja. Obrazek jak z filmu „Śnięty Mikołaj”… Wszystko jest na swoim miejscu – worek na prezenty, długa broda, czapa, szeroki pas i buty z cholewami. Nikt nie przypuszcza, że w worku na prezenty oraz pod jaskrawo czerwonym ubraniem, pan Mikołaj skrywa zestaw pistoletów maszynowych, miotacz płomieni domowej roboty, opłacony bilet lotniczy i 17 tysięcy dolarów.
Nie zwracając niczyjej uwagi, Mikołaj dzwoni do drzwi. Mimo że jest już późno, otwiera mu ośmioletnia dziewczynka, która przeciera oczy ze zdziwienia, a następnie zaczyna radośnie krzyczeć. Jej krzyk zamienia się w jęk bólu w chwili, gdy Mikołaj wyjmuje spod swego kubraka pierwszy automatyczny pistolet i strzela małej w głowę. Zgromadzona w drugiej części domu rodzina jest nadal nieświadoma zagrożenia. Głośno grająca telewizja zagłusza strzały.
Mikołaj przeskakuje nad trzęsącym się ciałem dziewczynki, rzuca na ziemię worek z wybuchowymi prezentami i wyciąga z niego dwa karabiny. Tak uzbrojony wchodzi do jadalni. Nikt ze zgromadzonych przy stole ludzi nie ma czasu aby zareagować. Są zdziwieni. Mikołaj? Karabiny? Zanim ktokolwiek wypowiedział słowo, padają trajkocące serie z automatów. Następnego dnia FBI poda do prasy informację o tym, że w jadalni wystrzelono ponad 200 pocisków. Większość z nich trafia w ruchome cele. Mikołaj morderca trafia dziewięć osób. Dwoje domowników ucieka. Jedna z kobiet wypada przez okno, łamiąc sobie nogę, a druga dobiega do drzwi i ucieka do sąsiadów, skąd wezwano pomoc.
Ciężko ranni krzyczą i wiją się na podłodze. Rany postrzałowe nie zabijają od razu. Ofiary czeka jeszcze wiele cierpienia. Nawet więcej niż przypuszczają, bo tajemniczy Mikołaj odrzuca karabiny i sięga po miotacz płomieni domowej roboty. Dom zalewa fala ognia. Wybucha pożar. Jakiś czas później kilkanaście wozów strażackich będzie go gasiło przez niemal dwie godziny, a policja znajdzie w ruinach doszczętnie popalone ciała. Identyfikacja będzie możliwa jedynie dzięki uzębieniu.
Po ataku miotaczem płomieni, Mikołaj ucieka. Jeszcze zanim wsiądzie do samochodu, zdejmuje z siebie kolorowe ubranie. Karabiny i worek pakuje do wozu, po czym jak gdyby nigdy nic… odjeżdża.
Policja znajduje jego ciało następnego dnia. Zginął po samobójczym strzale w głowę. Mikołaj nazywał się Bruce Pardo (fot. obok). Z zawodu był elektronikiem i pracował w firmie komputerowej. Wszyscy znajomi doceniali jego poczucie humoru, opanowanie oraz niebagatelne zdolności matematyczne. Skończył dobrą szkołę i niezłe studia. Motyw masakry, której dokonał nie jest do końca znany. Bruce zamordował w Wigilię swoją byłą żonę (wzięli rozwód tydzień wcześniej), Sylvię Pardo, byłych teściów i innych członków rodziny Ortega. FBI doszukiwało się motywu w przejściowych problemach finansowych niedoszłego Mikołaja, ale ta hipoteza wydaje się co najmniej cienka. Pardo nigdy wcześniej nie strzelał z broni ani nie miał do czynienia z produkcją uzbrojenia… Przygotowana gotówka i bilet lotniczy świadczą o tym, że planował ucieczkę. Na dodatek zaminował porzucony samochód, który musieli wysadzić saperzy (sic!). Dlaczego więc ostatecznie sam się zastrzelił? Dlaczego zdecydował się zaatakować w Wigilię tuż przed północą? Po co cała ta Świąteczna maskarada?
No cóż… Być może odpowiedzi na te pytania zna pies rodziny Ortega, który ocalał z masakry. Kłopot w tym, że od 2008 roku psisko nie chce gadać… Nawet w Boże Narodzenie.
W 2010 roku, Poly Styrene – wokalistka grupy X-Ray Spex nagrała piosenkę „Black Christmas” inspirowaną morderstwami dokonanymi przez Bruce’a Pardo…
POZOSTAŁE ARTYKUŁU Z SERII: MORDERCY LUBIĄ PONIEDZIAŁKI…
Mordercy lubią poniedziałki: Richard „The Iceman” Kuklinski – „Lepiej dawać, niż brać…”
Mordercy lubią poniedziałki – Charles Whitman
Mordercy lubią poniedziałki: Axeman – jazz, siekiera i piekło.
Mordercy lubią poniedziałki: GRAHAM YOUNG – Krwawa herbatka dla mamuni i dla tatka
Mordercy lubią poniedziałki: Morderczy Mikołaj – Ho, Ho, Ho Bruce Pardo.





brak komentarzy - możesz być pierwszy