Mordercy lubią poniedziałki: Axeman – jazz, siekiera i piekło.
Nowy Orlean – miasto wampirów i jazzu. Właśnie tam natrafiamy na ślad kolejnego mordercy przez duże „M”. Nie wyróżnia go może liczba ofiar. Przypisuje mu się ledwie ponad osiem morderstw (czasem dwanaście lub szesnaście), ale za to – nigdy go nie złapano. Axeman, bo tak nazywano go w prasie (a nazwa ta nie ma nic wspólnego z serią kosmetyków!) terroryzował Nowy Orlean przez rok, począwszy od maja 1918.
Zabijał siekierą o długim trzonku. Nikt nigdy nie poznał jego twarzy, ani nazwiska. Do domu ofiar włamywał się nocą. Musiał być piekielnie silny, bo miał w zwyczaju najpierw wyrąbywać dziurę w drzwiach domostwa, a dopiero później dobierał się do mieszkańców. Mordował bez wyjątku – kobiety (w tym jedną z córeczką na rękach), dzieci, starców, kobiety w ciąży, a także ludzi młodych i zdrowych. Początkowo uważano, że popełniane przez niego morderstwa mają związek z włoską mafią, szybko jednak okazało się, że to niewłaściwy trop. Axeman zaczął bowiem otwarcie pisać w swoich listach do gazet na temat fascynacji… Kubą Rozpruwaczem. Mówił, że nie jest człowiekiem, lecz istotą demoniczną o nadprzyrodzonych siłach, którą ludzie powinni nazywać „From Hell” (od tych słów zaczynał się list Kuby Rozpruwacza z 1888 roku).
Po kilku miesiącach udanych mordów, a trzeba przyznać, że jego ofiary umierały zwykle długo i w męczarniach, Axeman poinformował w kolejnym liście do prasy, że ma zamiar dokonać nowych zbrodni piętnastego marca, kwadrans po północy. Jednocześnie ostrzegł, że oszczędzi te mieszkania i lokale, w których będzie głośno grał… jazz. Mieszkańcy Nowego Orleanu wzięli sobie do serca to ostrzeżenie i nocą piętnastego marca jazz rozbrzmiewał niemal z każdego domu i na każdej ulicy. Muzykę grali wszyscy – zawodowcy i amatorzy. Odpędzanie demona jazzem najwyraźniej podziałało, bo tamtej nocy Axeman wyjątkowo nikogo nie zarąbał.
Nie wszyscy mieszkańcy poddali się jednak jego terrorowi. Do gazet napływały liczne odpowiedzi na jego listy. Niektórzy wręcz zapraszali go do siebie, ostrzegając że sami z przyjemnością go zatłuką, jeśli tylko się u nich pojawi. Inni obiecywali zostawić mu otwarte okno do domu, tak aby nie musiał rozwalać siekierą drzwi…
Ostatnią ofiarą Axemana był Mike Pepiton – zaatakowany we własnym łóżku. Morderca zadał mu czternaście ciosów. Kilka chwil po dokonaniu zbrodni, został zauważony przez żonę Pepitona, która wróciła do sypialni z wyprawy „na stronę”. Kobieta dostała ataku histerii, a jej mąż wykrwawił się na śmierć. Co ciekawe na policji, wdowa Pepiton zeznała, że z sypialni jej męża wyszło dwóch potężnie zbudowanych mężczyzn i obaj ściskali w dłoniach siekiery…
O Axemanie napisano kilka książek (w jednym z opowiadań wspomina o nim także Chuck Palahniuk). Do dziś nagrywa się o nim piosenki – niekoniecznie jazzowe. Moim faworytem jest utwór „Deathjazz” grupy One Ton Project. Posłuchajcie…
Także o Axemanie, ale mniej jazzowo :-)
Wcześniejsze artykuły z serii: MORDERCY lubią poniedziałki:
Mordercy lubią poniedziałki: Richard „The Iceman” Kuklinski – „Lepiej dawać, niż brać…”
Mordercy lubią poniedziałki – Charles Whitman






brak komentarzy - możesz być pierwszy